Jak miasta usuwają śmieci
Niezwykle gorące i suche lato 1858 roku w Londynie sprawiło, że woda w Tamizie opadła do nie notowanego wcześniej poziomu. Zapach dobywający się z rzeki był tak straszny, że londyńczycy, którzy nazwali to zjawisko Wielkim Smrodem, nie mogli podejść do brzegów lub mostów inaczej, jak tylko z nosami i ustami zasłoniętymi chusteczkami. Ruch statków i łodzi na rzece został wstrzymany. Nawet w budynkach parlamentu, który znajduje się blisko rzeki, w dzielnicy Westminster, posiedzenia mogły się odbywać dopiero po zawieszeniu w oknach zasłon nasączonych wapnem bielonym, neutralizującym nieprzyjemny zapach. Wielki Smród był efektem stuleci zaniedbań w dziedzinie usuwania śmieci. Londyńczycy, tak jak mieszkańcy innych wielkich miast na świecie, przywykli do traktowania wszelkich zbiorników i dróg wodnych (często jedynych źródeł wody pitnej) jako wygodnie usytuowanych ścieków. Codziennie do Tamizy, Sekwany i Tybru wrzucano ludzkie i zwierzęce odchody, odpadki organiczne, śmieci z gospodarstw domowych, odpady produkcyjne oraz wszelkie inne niepotrzebne rzeczy. Metody wstępnego oczyszczania ścieków z zanieczyszczeń organicznych przed wypuszczeniem ich do rzek opracowano w Anglii, po czym zastosowano i ulepszono w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Niestety, coraz lepsze sposoby oczyszczania wody z ekskrementów i wszelkich płynnych zanieczyszczeń nie rozwiązały problemu. Rozwój nowoczesnych miast i wzrost poziomu życia spowodował gwałtownie napływ takich śmieci, jak opakowania, zużyte żarówki i baterie. Przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe jest tygodniowo źródłem 24 kg śmieci. We Francji statystyki mówią o 17 kg, a w Anglii o 16 kg. W ciągu roku przeciętny mieszkaniec Nowego Jorku wyrzuca do śmieci 8-9 razy tyle, ile sam waży.