Niebezpieczny zawód ratownika górskiego

W strugach marznącego deszczu, rzucani silnymi podmuchami wiatru, zasypywani zwałami śniegu spadającymi co parę minut, dwaj młodzi alpiniści - Philip-pe Berclaz i Philippe Heritier - spędzili 4 dni uwięzieni na wąskim występie skalnym na wysokości 3 000 m w Alpach Szwajcarskich. Obaj przygotowywali się do zawodu przewodnika górskiego. W sierpnia 1975 roku wyruszyli w Alpy z zamiarem zdobycia niemal pionowej, północno-wschodniej ściany Piz Badile. Ten szczyt o wysokości 3 300 m wznosi się jak gigantyczny nóż nad granicą szwajcarsko-włoską. Alpiniści byli już zaledwie 150 m poniżej wierzchołka, gdy nagle czarne chmury zasłoniły niebo i rozszalała się burza śnieżna. Nie będąc w stanie wspiąć się wyżej ani zejść z góry, mężczyźni opuścili się na znajdującą się 40 metrów niżej wąską półkę skalną. Pod nimi rozciągała się prawie siedmiuset metrowa przepaść. Za pomocą lin i haków przytwierdzili się do granitowych skał. Tak spędzili pierwsze dwa dni, kostniejąc z zimna. Bezustannie wołali o pomoc, jednak wiatr zagłuszał ich krzyki. Trzeciego dnia nieco przejaśniało a wiatr zelżał. Rozpaczliwe wołania młodych alpinistów usłyszało dwoje niemieckich turystów znajdujących się sporo poniżej, w dolinie Bergell. Wiadomość o ich krytycznym położeniu dotarła do Swiss Air-Rescue w Zurichu, ochotniczej organizacji ratowników górskich. Zapadał już zmierzch, Piz Badile spowiła mgła. O jakiejkolwiek akcji ratowniczej tej nocy nie mogło być mowy.

 
życzenia urodzinowe - domeny - Przeprowadzki - wysylka sms - U2.Szczecin.Pl - projekty domów jednorodzinnych - GRY ONLINE - calling card - projekty domów - dekoracje ślubne - prepaid phone card - online phone card